Przejdź do treści

Blog · Nasze podejście

Współtworzenie — czyli dlaczego zmiana nie dzieje się w pojedynkę

Skąd nazwa „Współtworzenie"? O tym, dlaczego zmiana w psychoterapii rodzi się między terapeutą a pacjentem — i co to oznacza w praktyce dla Twojej terapii.

3 min czytania · 4 części

Kiedy wybieraliśmy nazwę dla naszego ośrodka, nie szukaliśmy słowa, które ładnie brzmi. Szukaliśmy słowa, które opisuje to, co naprawdę dzieje się w gabinecie, gdy terapia działa. I wybraliśmy „Współtworzenie” — bo naszym zdaniem żadne inne słowo nie oddaje tego lepiej.

Dwa mity o psychoterapii

Zanim wyjaśnimy, czym jest współtworzenie, nazwijmy dwa mity, które słyszymy najczęściej.

Mit pierwszy: terapeuta mnie „naprawi”. W tej wersji terapia przypomina wizytę u mechanika. Przychodzisz z zepsutym elementem, specjalista go wymienia, wychodzisz sprawny. Brzmi wygodnie — ale tak to nie działa. Nikt nie może przeżyć Twoich uczuć za Ciebie ani podjąć za Ciebie Twoich decyzji. Terapeuta, który obiecuje, że „naprawi” Cię bez Twojego udziału, obiecuje coś, czego nie może dostarczyć.

Mit drugi: muszę poradzić sobie sam. To druga skrajność — przekonanie, że proszenie o pomoc jest oznaką słabości, a wszystko, co ważne, trzeba wywalczyć w pojedynkę. Wiele osób, które do nas trafiają, próbowało latami. Czytały książki, słuchały podcastów, zaciskały zęby. I odkryły coś, co psychoterapia wie od dawna: są rzeczy, których nie da się zobaczyć bez drugiej osoby. Nasze schematy są dla nas przezroczyste — właśnie dlatego są schematami.

Trzecia droga: zmiana rodzi się pomiędzy

Współtworzenie to trzecia droga. Zmiana w terapii nie jest czymś, co terapeuta robi pacjentowi. Nie jest też czymś, co pacjent wypracowuje sam, a terapeuta tylko kiwa głową. Zmiana rodzi się pomiędzy — w spotkaniu dwóch osób, z których każda wnosi coś, czego druga nie ma.

My wnosimy strukturę: ramy spotkań, wiedzę o tym, jak działają emocje i schematy, uważność na to, co dzieje się tu i teraz — także na to, co trudno wypowiedzieć. Ty wnosisz coś, czego nie wniesie żaden specjalista: swoją historię, swoje odczucia i gotowość, by się im przyjrzeć.

Żadna ze stron nie wystarczy sama. Terapeuta bez Twojego zaangażowania ma tylko teorię. Ty bez terapeuty masz tylko te same myśli, które krążą od lat po znajomych torach. Dopiero razem powstaje coś nowego: przestrzeń, w której to, co dotąd było niejasne, zaczyna nabierać kształtu.

Jak to wygląda w praktyce

Współtworzenie to nie hasło z ulotki — to konkretne decyzje w naszej codziennej pracy:

  • Cel ustalamy razem. Na pierwszych spotkaniach pytamy nie tylko „co Ci dolega”, ale też „co chcesz, żeby się zmieniło”. To Twój cel, nie nasz.
  • Sprawdzamy kurs. Regularnie wracamy do celu i pytamy, czy praca idzie w dobrą stronę. Jeśli nie — rozmawiamy o tym otwarcie i korygujemy.
  • Mówimy, co widzimy — i pytamy, co Ty widzisz. Nasze obserwacje to propozycje, nie wyroki. Masz prawo się z nami nie zgodzić; taka rozmowa bywa najcenniejszym momentem terapii.
  • Tempo należy do Ciebie. Pomagamy zmierzyć się z tym, co trudne, ale nie popychamy. Odwaga wymuszona nie jest odwagą.

Co to oznacza dla Ciebie

Jeśli rozważasz terapię, z idei współtworzenia wynika jedna praktyczna rzecz: nie musisz przychodzić „gotowy”. Nie musisz umieć nazwać, co czujesz. Nie musisz mieć planu ani nawet pewności, że terapia jest dla Ciebie. Wystarczy, że przyjdziesz z tym, co masz — resztę wypracujemy razem.

Właśnie temu służą spotkania konsultacyjne, od których zaczynamy każdą współpracę: to wspólne sprawdzanie, czy dobrze się dobieramy i nad czym chcemy pracować. Bez zobowiązań i bez oceniania.


Artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą. Jeśli chcesz porozmawiać o swojej sytuacji — umów konsultację: 200 zł / 50 min, online lub w Warszawie.

Pierwszy krok jest jeden

Zostaw kontakt — odezwiemy się, żeby dobrać terapeutę i ustalić termin pierwszej sesji.