Przejdź do treści

Blog · Psychoterapia w praktyce

Na co się umawiasz, zaczynając terapię? O kontrakcie i sojuszu terapeutycznym

Czym jest kontrakt terapeutyczny, co się w nim ustala i dlaczego relacja z terapeutą ma tak duży wpływ na to, czy terapia pomoże.

3 min czytania · 3 części

Trzecia konsultacja dobiega końca. Terapeutka odkłada notes na kolana i pyta: „To co, umawiamy się?”. Pacjent kiwa głową, choć coś się w nim cofa. Na co właściwie miałby się umówić? Na rok? Na mówienie o wszystkim? Na to, że ktoś obcy będzie teraz decydował, co jest z nim nie tak?

To pytanie rzadko pada na głos, a szkoda, bo odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Umawiasz się na to, co sam współustalisz.

Co się ustala

Zanim zacznie się właściwa terapia, pacjent i terapeuta zawierają kontrakt. Czasem na piśmie, częściej ustnie, zawsze w rozmowie. Ustalają, po co się spotykają: co ma się zmienić, żeby można było powiedzieć, że było warto. Najlepiej konkretnie. „Poczuć się lepiej” trudno sprawdzić. „Przestać budzić się o czwartej z gonitwą myśli” albo „znowu rozmawiać z siostrą” da się zauważyć. Jak często i mniej więcej jak długo (na przykład raz w tygodniu, przez kilka miesięcy, z przeglądem po drodze). Ile to kosztuje i co się dzieje, kiedy trzeba odwołać spotkanie. Czy można napisać do terapeuty między sesjami. Jak będzie wyglądało zakończenie.

Brzmi sucho, prawie jak umowa najmu. Ale te ustalenia robią więcej, niż porządkują kalendarz. Tworzą ramę, w której da się mówić o rzeczach trudnych, bo wiadomo, ile trwa spotkanie, kiedy jest następne i czego można się po sobie spodziewać. Kontrakt nie jest wyryty w kamieniu. Kiedy zmienia się życie albo cel okazuje się inny, niż wyglądał na początku, wraca się do niego i ustala od nowa.

Po co ta cała umowa

W 1979 roku amerykański psycholog Edward Bordin opisał coś, co nazwał sojuszem roboczym. Składają się na niego zgoda co do celu, zgoda co do sposobu pracy i więź między dwojgiem ludzi. Dwie pierwsze rzeczy ustala się właśnie w kontrakcie. Trzecia rośnie potem, ale potrzebuje czegoś, na czym może się oprzeć.

Od tamtej pory powstały setki badań na ten temat. Jedno z największych podsumowań (Christoph Flückiger i współpracownicy, 2018) objęło blisko trzysta badań i ponad trzydzieści tysięcy pacjentów. Wynik jest dość prosty: im lepszy sojusz, tym lepsze efekty terapii, niezależnie od nurtu. Ten związek jest umiarkowany, nie magiczny. Dobra relacja nie gwarantuje zmiany. Bez niej trudno jednak o cokolwiek.

Stąd zresztą nazwa naszego ośrodka. Współtworzenie opisuje, jak ta praca naprawdę wygląda. Terapeuta nie naprawia pacjenta. Razem z nim ustala, dokąd idą i którędy.

Wolno się nie zgodzić

Umowa ma dwie strony, więc każda może coś w niej zakwestionować. Jeśli po kilku tygodniach masz wrażenie, że rozmowy idą w inną stronę, niż się umawialiście, możesz to powiedzieć. Choćby tak: „Mam wrażenie, że ciągle wracamy do dzieciństwa, a ja przyszedłem tu z powodu pracy”. Jeśli terapeuta Cię czymś zirytował, też. Dla dobrego terapeuty taka rozmowa nie jest atakiem. W literaturze nazywa się ją naprawianiem pęknięć w sojuszu. Z przeglądu badań Catherine Eubanks i współpracowników (2018) wynika, że tam, gdzie takie pęknięcie udaje się naprawić, terapia przynosi zwykle lepsze efekty.

Możesz też terapię zakończyć, w dowolnym momencie. Nikt nie podpisuje zobowiązania na zawsze. Lepiej jednak przyjść jeszcze raz, niż po prostu przestać się pojawiać. Ostatnie spotkanie, na którym da się spokojnie nazwać, co się wydarzyło i co zostaje, bywa jednym z ważniejszych w całym procesie.

Wróćmy do gabinetu z początku. „To co, umawiamy się?” Może to pytanie brzmi już trochę inaczej. Nie jak prośba o podpis pod czymś, czego się nie zna, tylko jak zaproszenie do rozmowy o warunkach.

Co byłoby pierwszym punktem w Twojej umowie?

Pierwszy krok jest jeden

Zostaw kontakt — odezwiemy się, żeby dobrać terapeutę i ustalić termin pierwszej sesji.